Obserwatorzy

Miłość przez Wielkie M

Rozdział 1 




cz I




    Wszystko zaczęło się wczesnym  latem, czyli dokładniej mówiąc 30 maja. Pamiętam tą noc zupełnie tak jakby była wczoraj. Ciepły wiatr rozwiewał moje długie, brązowe włosy,a uśmiech nie znikał z twarzy. Czułam się taka wyjątkowa, podążając ze znajomymi do jednego z muzycznych  klubów. Nigdy bym nie pomyślała,że za dosłownie  chwilę moje życie zmieni się o 180 stopni. Widocznie los chciał mnie znowu pozytywnie zaskoczyć i wskazał mi być może miłość mojego życia. 


Wchodząc do klubu odebrało mi mowę. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego chociaż  najmniejszego słowa. Na sali było bardzo dużo młodych ludzi. Z tego co dobrze pamiętam za bardzo nie było gdzie usiąść. W końcu znaleźliśmy stolik usytuowany na końcu sali. Usiedliśmy. 


  Nagle zjawiła się moja koleżanka ze swoim przyjacielem, chociaż wtedy to nie powiem wydawało mi się ,że są parą,ale szczerze mówiąc strasznie się cieszę,że tak nie jest. Chcecie wiedzieć co było dalej ? No cóż.... Dokładnie obserwowałam nowego chłopaka.


Na pierwszy rzut oka bardziej przypominał nieśmiałego kujonka niż przebojowego kolesia lecz prawda była zupełnie inna. Dużo by tu gadać. Dowiecie się w swoim czasie co takiego autor miał na myśli. 


Prawie w ogóle z nim nie rozmawiałam. Czasami tylko wtrąciłam swoje kilka zdań,ale to było takie,bo ja wiem... niekontrolowane, w końcu troszeczkę wypiłam z resztą nie tylko ja. On też. 

Niby nadal nie byłam pewna jaki on jest,ale wiedziałam,że muszę go bliżej poznać. Czułam,że nie jest takim aniołkiem na jakiego wygląda i wcale,a wcale się nie pomyliłam. Najlepsze w tym wszystkim jest to,że mężczyzna,który mnie zaczął intrygować odezwał się do mnie. Rozmowa potoczyła się dalej. Niestety jego koleżanka miała humorki i musiał ją szybko odprowadzić do domu. 

W pierwszej chwili myślałam,że to wszystko stracone,że nie zobaczę go już nigdy więcej,ale to był dopiero początek naszej gorącej znajomości....


------------------------------------------------------
cz II



Nie mogłam o nim zapomnieć, zastanawiałam się co mogę zrobić aż w końcu wpadałam na świetny pomysł. Napiszę do niego na Facebooku.Portal znany dlatego pewnie się na nim zarejestrował... Szukałam, szukałam i znalazłam...Faktycznie.


    Byłam w 100 % pewna,że mi nie odpiszę,ale nie, szybko odpowiedział na moją wiadomość. Można by powiedzieć ,że w tempie błyskawicznym.


    Strasznie było mi głupio,bo ostatnio w klubie nazwałam go kujonem itd... Nie wiedziałam zbytnio jak mogłabym go przeprosić i przy okazji się z nim spotkać. Nie wspominałam Wam wcześniej o tym,ale to prawda. Zaproponowałam mu wyjście na pizze. Dodałam również ,że będę z moimi przyjaciółkami,które zawsze mnie wspierają.No cóż tym razem mnie zawiodły,ale może to lepiej? inaczej nie wpadlibyśmy sobie w ramiona... 


Nie ukrywam było mi smutno. Troszkę nawet żałowałam,bo lubię babskie rozmowy przy piwku i pizzy, ale to tak na marginesie. 


   Stwierdziłam,że nie mogę się nie zjawić w oczekiwanym miejscu i o określonej godzinie. Dlaczego? hmm...bo czułam,że mogę później tego żałować,że nie spróbowałam i dopiero teraz zdaje sobie sprawę z tego,że faktycznie by tak było.

   Wahałam się i to nawet bardzo,bo w tamtym okresie, przyznaje chciałam zaznać troszeczkę samotności.Miałam dosyć przelotnych romansów, słodkich słów i kiczowatej tandety. Wolałam być po prostu niezależna kobietą. Wyszło tak jak wyszło,ale szczerze nie żałuje nic ,a nic. 

Kiedy siedziałam już w lokalu z nosem przytwierdzonym do szyby.Nie ukrywam przechodziły mnie różne myśli. Czy przyjdzie? jak to będzie dalej? a może to jednak nie to itp. 


Po chwili, zjawił się, usiadł na wprost mnie i zaczął rozmowę.Zdziwiłam się. Wydawało mi się,że będziemy cicho jak jakieś mumie,ale nie. 


   Zupełnie nie przypominał chłopaka z klubu. Wyglądał tak seksownie,że aż dech zaparło mi w piersiach. Co wtedy poczułam? hm..może lekkie podniecenie. 



     Dużo  opowiadał o sobie, o studiach itd. 

Rozmowa się kleiła,a  to chyba najważniejsze i nawet nie zorientowaliśmy się kiedy minęło te parę godzin. 
No cóż trzeba było wracać do domu,bo niestety na drugi dzień miałam szkołę. Musiałam sobie jeszcze trochę powtórzyć i odrobić parę prac domowych. Odprowadził mnie co mnie oczywiście zdziwiło w dodatku ostro padało,a ja jak zwykle zapomniałam parasola z domu. Jednak on o tym pomyślał. 

Kiedy już dotarliśmy pod blok. Uśmiechnął się do mnie,przytulił i powiedział. Zapraszam Cię do kina w środę. Mam nadzieje ,że mi nie odmówisz. Jak myślicie przyjęłam jego propozycje wyjścia czy nie?



Przyjęłam. To była upalna środa. Umówiliśmy się na 19. Wtedy w kinie grali Iron mana. Film był znakomity. Strasznie mi się spodobał chociaż nie oglądałam poprzednich części rozumiałam wszystko. Nie mogłam być za długo,ponieważ z samego rana wyjeżdżałam do Łodzi na konkurs piosenki rosyjskiej. Wymieniliśmy się wcześniej  numerami telefonu,ale nigdy nie spodziewałabym się ,że po dwóch spotkaniach tak mu będzie zależało,że zadzwoni do mnie. Wyjawiłam  mu wszystko Powiedział,że trzyma za mnie kciuki.Byłam zdenerwowałam bałam się występu jak nie wiem,ale dałam radę.Co prawda nie wygrałam tym razem,ale pokazałam się od jak najlepszej strony. Uświadomił mi,że na stres najlepsza jest filiżanka mocnej melisy. Posłuchałam i efekt był pozytywny. 


Minęło kilka dni. Wróciłam do domu,a Chris znowu zaprosił mnie do kina tym razem na Kac Vegas Przepraszam,że wcześniej nie wyjawiłam Wam jego imienia. Jakby co jestem Alice,bo o tym pewnie też jeszcze  nie wiecie. 



   Znowu było magicznie. Co raz bardziej mi się podobał,ale nie dałam nic po sobie poznać. Nawet robiłam wszystko by mnie nie pocałował. Pewnie zapytacie dlaczego? Chciałam by ten pocałunek był taki zjawiskowy i magiczny. Sama nie wiem jak to określić w inny sposób. 



   Widywaliśmy się prawię każdego dnia. Przychodził pod szkołę, zrywał mi kwiaty. Zachowywał się jak prawdziwy romantyk. Na samym początku myślałam,że to tylko gra pozorów,ale on już widocznie taki jest. Wycięty z innej bajki i za to go kocham.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------



Rozdział 2 

cz I


  Stało się nareszcie przyszły długo oczekiwane wakacje. Chris coraz częściej zabierał mnie do siebie do domu. Szykował coś smacznego. Zazwyczaj były to desery,ponieważ na termometrze pojawiały się wysokie temperatury. Było mega gorąco. Kawa mrożona doskonale pasowała na taką porę albo lody z owocami i czekoladą. Który facet w dzisiejszych czasach robi coś takiego dla swojej dziewczyny? Eeee jeszcze wtedy z nim nie chodziłam,ale już było naprawdę blisko. On ogólnie był uzdolniony kulinarnie, umiał zrobić wyśmienitą pizze i do dziś mu to wchodzi, zapiekane z kluskami,ale nie taką zwykłą klasyczną. Niektórzy mają to do siebie,że lubią bawić się różnymi dodatkami,a mój uwielbiał eksperymentować w tej dziedzinie i nie tylko w tej. 




Kiedyś przyszłam do niego z samego rana. Oj strasznie się wtedy czułam. Bolał mnie brzuch i było mi słabo. Kazał mi się natychmiast położyć. Wyjął mi poduszkę, przykrył cieplutkim kocykiem,pocałował mnie w czoło i powiedział, odpoczywaj kochanie. Czułam się jak księżniczka. Potem oznajmił,że musi iść do sklepu. Puścił mi mojego ulubionego Nightwisha z komputera i wyszedł. Natychmiast usnęłam Kiedy się obudziłam ujrzałam przed sobą jego i talerz jajecznicy z kiełbasą, papryką i  pomidorem. Mniam jakie to było wyborne. Nigdy wcześniej mnie nikt tak nie traktował. Dalej było coraz lepiej. Chociaż czasami wydaje mi się,że najlepsze dopiero przed nami. 



Wcale,a wcale się nie pomyliłam. Im dalej tym lepiej. Nic dodać, nic ująć. Ostatnio moje życie nabrało kolorów. Pomimo trudności z jakimi muszę się zmagać staram się uśmiechać jak najczęściej nawet przez łzy. Tak się składa,że 12 października  byłam u swojego mężczyzny w Warszawie. Strasznie się cieszę i tęsknie za tym wszystkim. Brakuje mi tego. Chciałabym tam wrócić i cofnąć czas,ale niestety tak się nie da. Wszystko idzie do przodu . Na szczęście jeszcze kilka dni i znowu zobaczę Chrisa. Już się nie mogę doczekać. 

   Kiedy jest mi źle przypominam sobie piękne, wakacyjne chwile.Szkoda,że one już nie wrócą,a tak bardzo bym chciała. Tyle pięknych chwil zakodowało się w mojej pamięci. Mam nadzieje,że jeszcze wiele przede mną. 


Piszę to opowiadanie aby uświadomić wszystkim,że warto kochać :) Zakochani inaczej patrzą na świat. 

----------------------------------------------------

Rozdział III



   Już minęło pięć miesięcy naszego związku,a on nadal kwitnie i kwitnie... Chris rozpieszcza mnie coraz bardziej. Najgorsze są tylko te chwilę rozłąki,ale podejrzewam,że i z nimi doskonale damy sobie radę. Co mieli powiedzieć nasi dziadkowie?  Jak tęsknili ?hmm. 



   Kiedyś widziano się raz na ruski rok...Nie było telefonów, komputerów i innych gadżetów...musiała wystarczyć stara pożółknięta fotografia w albumie albo perfumowane listy. Teraz chociaż można dzwonić do siebie, pisać SMS albo rozmawiać na skype ,ale to i tak nie to samo...Dobrze,że te piękne chwilę nadal są w naszej pamięci i karmimy się nimi nawzajem. 

Każdy fragment naszego cudownego związku jest tak samo ważny. Nie wszystkie mogę tu umieścić,ponieważ jest ich zbyt wiele,ale kilka z nich jeszcze poznacie. 

 --------   -------------------------------------------


Rozdział IV 


Wszystko zaczęło się od niewinnego żarciku...Musiałam nie źle nakłamać inaczej niespodzianka by nie wypaliła,ale się udało,
a to jest najważniejsze. Mocno się w to zaangażowałam i wyrobiłam się na czas. Kupiłam poszczególne składniki na sałatkę feta, kakao, masło i jajka na ciasteczka, resztę miałam w domu.Całe przygotowania zajęły mi  całe popołudnie,ale warto było.Ciastka wyszły pyszne i sałatka podobno też... Na udekorowanym stole postawiłam świeczkę  no cóż miałam tylko jedną,ale liczy się tzw gest. U mnie w domu raczej by to nie miało racji bytu,bo mam młodszego braciszka jak już wspominałam,którego strasznie kocham,ale czasami młody mnie po prostu w****** 

dlatego też trzeba było zrobić u mojej prababci i wkręcić Chrisowi pewien kit. 
Pewnie zastanawiacie się co zrobiłam? żeby mój kochany się niczego nie domyślił użyłam pewnego podstępu..Powiedziałam mu przez telefon ,że moja prababcia potrzebuje fachowej ręki... bo trzeba coś przykręcić...nie musiałam długo czekać na odpowiedź od razu się zgodził. Jak się domyślacie wziął ze sobą narzędzia...mmm jak ja go kocham ! jest taki słodziutki... Przytuliłam go mocno i wytłumaczyłam całą sytuacje oczywiście jak to ja zaczęłam się śmiać... Zrozumiałam... Kiedy znaleźliśmy się w kuchni zaniemówił i o to mi chodziło,a potem spojrzał mi w oczy i powiedział,że nie spodziewał się czegoś takiego. Wina nie dało się otworzyć,bo oczywiście nie miałam korkociągu,ale nie zmarnowało się... resztę ciastek też się zabrało...